Samolot ulagł awarii. Wyskakuje pilot, ciagnie za rączkę spadochronu... Nic. Szarpie za ręczkę zapasowego spadochronu... Nic. W panice wykrzykuje:
- Święty Antoni, ratuj!
W tym momencie jakaś niewidzialna siła, jakby jakaś silna dłoń, zatrzymuje go w powietrzu. Pilot słyszy głos:
- Który święty Antoni? Jest nas kilku.
- Antoni... Antoni... - zastanawia się pilot. - Padewski?
- To nie ja - słychać głos i pilot znów zaczyna spadać ku swemu przeznaczeniu...