Maćko z Bogdańca jest ciężko ranion, dogorywa. Jedyną szansą dla niego, podług słów medyka, jest sadło niedźwiedzie.
- Jam ci je dostanę! - zakrzyknął Zbyszko. - Nie ulęknę się grubego zwierza, by ciebie, stryjku, ratować!
Na to odzywa się Jagienka:
- Dyć to niebezpieczne okrutnie! Bywało, że i chłopi samotrzeć się wybierali i nie wracali! A ty w pojedynkę chcesz niedźwiedzia osaczyć?
- Dokonam tego! Nie straszny mi on!
- Niech więc tak będzie. A ja w tym czasie wyprawię się na bobra, bo i on niezastąpiony w leczeniu ran.
- Phi. Tożeś ekspedycję przedsiębrała, nadobna Jagienko. Ino bacz, cobyś w fałdach spódnicy się nie zaplątała.